czwartek, 7 września 2017

RELACJA: Latające Psy Warszawa

 2 i 3 września uczestniczyliśmy na zawodach, którzy wszyscy znają a mianowicie na Latających Psach w Warszawie. Powiem skromnie w tym roku nie miałam parcia na zawody przez co może większość z Was zauważyła, że dotąd nigdzie się nie pojawiliśmy ani na Dog Games ani na Latającej Akademii a tym bardziej na Lp do czasu... Dlaczego nie startowaliśmy? Głównym powodem było brak chęci a także brak transportu no i oczywiście nie przepracowany freestyle... Gdzie i tak nam nie poszło... Ale zacznę od początku... 

Fot. Tomasz Mońko
   W piątek wyruszyliśmy do Katowic na dworzec razem z Anią i Speedy a tam czekaliśmy na pociąg. Oczywiście musiał spaść na nas pech, bo już na wstępie miałyśmy 70 minut opóźnienia a dodatkowo dzień przed przy zakupie biletów trafiłyśmy na bardzo nie miłą obsługę... 
Kentucky pierwszy raz w życiu jechał pociągiem i nie wiedziałam, że tak wpłynie to wszystko na jego zachowanie.... Same wejście do pociągu było dla niego okropne tym bardziej jak chłop ze ślizgnął się z jednego schodka. Na szczęście w środku szybko się uspokoił i zachowywał się elegancko. Po 3 godzinach dotarliśmy do Warszawy Centralnej tam również nie było kolorowo... Schody ruchome też były okropnym zdarzeniem dla Kenta, ale na szczęście merlasty dał radę a potem po błądziliśmy z dojściem do konkretnego tramwaju, ale się udało!
 Nadchodzi sobota. Pobudka o 6 rano i śpiąc mimo tego tylko 4 godziny udało nam się wstać (tak, zachciało nam się rozmów z Karoliną do 2 w nocy :D ).  Po rejestracji i czekaniu na naszą kolej w kategorii freestyle razem Olką wędrowałyśmy cały czas w kółko pola aby Kentacz na spokojnie sobie wszystko obwąchał, ale to nie wystarczyło... :( 
Wołają nas na start, puszczają muzykę, Kent robi ósemki i zaczynają się multiple a Kentucky stwierdził, że nie będzie tego robić... Wiedziałam co się święci... Pierwszy raz widziałam Kenta w takim stanie niby zmotywowany a jednak zgaszony. Uciekł oczywiście do zapachu, ale wrócił do mnie i aby pokazaliśmy around the world i leg vault plus dogcatch.... Była to dla mnie ogromna porażka i za równo po występie łzy zaczęły wypływać... Kiedy na prawdę myślisz, że jest co raz lepiej a nagle wychodzi coś takiego wtedy wiesz na pewno, że się poddajesz. Po naszej rundzie stwierdziłam, że od przyszłego sezonu rezygnujemy z freestyle na dobre....
                                Fot. Tomasz Mońko 
 Nadeszła niedziela. Oczywiście od samego rana pada deszcz. Jako, że byliśmy na ostatnim miejscu to startowaliśmy pierwsi. Czekamy w deszczu na naszą kolej, wołają nas, więc wchodzimy na pole choć od rana nie miałam ochoty tam wchodzić. Rozkładam dyski i Kent nagle cały czas szczeka, czyżby był zmotywowany?! No cóż puszczają muzykę i nie uwierzycie! Kent zaczyna robić multiple, jest nadzieja! Robię dalej freestyle i udaje się zrobić pięknego back vaulta, że reszta zawodników mówi wooow :3 Robimy dalej i udaje się zrobić freestyle! Oczywiście nie zmieściliśmy się w czasie i musiałam zrezygnować z kilku elementów, ale to było małe istotne, ponieważ ważniejsze było, że udało nam się zgrać. Po za kończeniu rundy i zrobienia dogcatcha miałam ponownie łzy w oczach, ale nie z porażki tylko ze szczęścia. Mój KENTACZ dał radę!!!
 Teraz wiem, że w sobotę wszystko wydarzyło się przez pociąg, był taki zestresowany, że odbiło się to na naszym występie... Ale ważne, że niedziela się udała. Oczywiście ponownie wylądowaliśmy na ostatnim miejscu, ale dla mnie nie ma to znaczenia :) Za to w sobotę w throwngo udało nam się zdobyć 16 miejsce na 86 teamów zdobywając 26 punktów :D 

                                 Fot. Maria Juraszek Fotografia 
Jedynie te zdjęcie mówi mi, że jestem w stanie mu tyle wybaczyć i walczyć dalej, chce z nim osiągnąć jak najwięcej i nie chodzi tu o wyniki a to, że możemy wzajemnie sobie ufać. Trudne jest to aby się łatwo nie poddać gdzie już powinnam dawno to zrobić, ale ja mam dalej nadzieję co do niego.
 Z pierwszym psem jest zawsze ciężko i ja to wiem, ale mam nadzieję, że w przyszłym sezonie w końcu pokażemy na co nas stać!

P.S. Karolina dzięki za przenocowanie, Olka dzięki za towarzyszenie przez całe zawody i cieszę się, że w końcu poznałam osoby, które chciałam od dłuższego czasu poznać! :) 

7 komentarzy:

  1. Uwielbiam, uwielbiam Was <3. Nie przestawaj bo wiara w cel i robienie swojego to podstawa. Oczywiście, że będzie lepiej. Poprawa zawsze przychodzi. Kentuś może i nie jest najłatwiejszym psem ale uwierz, takie uczą najwięcej. A wynik w Throw n go piękny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!❤️ Nie mam zamiaru się poddawać, bo nie potrafię :) Dalej wierzę w Kentucky'ego i mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie jeszcze lepiej :)

      Usuń
  2. Niedzielny start był piękny! Ale gratulowałam osobiście! ❤️ Super było moc Was znów zobaczyć, wiem coś na temat ciągłej pracy i ciężkim psie, ale nie poddawajcie się! W niedzielę pokazaliście klasę! Przyszły sezon jest wasz!
    PS. Sobota była w ogóle dziwna. Mało komu cokolwiek szło, zła aura! :P

    www.fruityteam.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tak ciepłe słowa!❤️ W przyszłym roku mam nadzieję, że Kentucky'mu znudzą się takie wybryki :P

      Usuń
  3. Grunt to się nie poddawać! Gratuluję niedzielnego występu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Miło było Was w końcu spotkać na żywo! :)
    Dalszych sukcesów - nawet tych malutkich. Bardzo fajnie na Was patrzeć, bo jesteście takim przykladem teamu, który robi coś dla wspólnego fanu - co własnie pokazuje ostatnie zdjęcie, któe ja uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również było mi miło Was na krótką chwilę spotkać :D Mam nadzieję, że w przyszłym roku znów się zobaczymy i zrobimy foteczkę naszym ozzikom ^^ Ostatnie zdjęcie też uwielbiam <3

      Usuń

Obserwatorzy