piątek, 30 grudnia 2016

Podsumowanie 2016

 Nadszedł czas na podsumowanie tego roku. Czy był udany? Według mnie nie, był to chyba najgorszy rok choć znalazły się miłe chwile...
  Najpierw chyba zacznę od tych najgorszych stron dlaczego to akurat TEN rok nie zaliczam do najprzyjemniejszych (ostrzegam post zrobi się troszkę długi, bo kogoś tutaj nie wspomniałam do tej pory...)
  Najgorsze miesiące były to zdecydowanie koniec maja, początek czerwca i 20 wrzesień. W maju i czerwcu były problemy rodzinne, których nie będę rozwijać, najbliższe osoby wiedzą co się stało, ale 20 wrzesień był najgorszym dniem...
 Post miał być pod koniec września, ale kiedy za każdym razem próbowałam go napisać nie potrafiłam, kolejna partia łez płynęła po policzkach aż nastąpił koniec roku i należało napisać podsumowanie. 
Nie była tutaj nigdy wspomniana ani nie ma o niej zakładki.
Punia moja kicia, która była ze mną od dziecka, od momentu gdy skończyłam 7 lat, mój tata otrzymał ją w ramach prezentu urodzinowego w 2004roku (pamiętam jak rodzice byli przeciwni zwierzakom w domu) no, ale że prezenty się przyjmuje to słodka kicia została u nas. Pamiętam jeszcze, że na szyi miała niebieską lub czerwoną kokardkę. Była małą rozrabiaką, pełen wulkan energii :)
Była świetną kotką, a gdy ujrzała pierwszy raz Kentucky'ego był to wzrok pełnej nienawiści :P Po trzech latach w końcu zaakceptowała Kentaczka, zaczęli razem spać w łóżku, pozwalała aby Kentucky lizał ją po uszkach...
 Pewnie zauważyliście, że cały czas piszę "była"...
 Niestety Punia od nas odeszła, miała 12 lat. Została na 99% zabita przez mojego nowego sąsiada jak widać człowiek jest okrutny ba nawet zwierzę porównuje do przedmiotu... Punia jakimś sposobem została wrzucona do studni oczywiście na terenie nowego sąsiada. Biedaczka trzymała się na rurze przez ponad 2 godziny. Nie uwierzę w to, że sama tam wpadła jak zawsze czekała i spała na naszej studni... Ten facet zawsze staje samochodem przy studni, siedzi w wozie i nie wierzę, że nie słyszał ją, takie bajki może opowiadać dzieciom, często jest pod wpływem alkoholu i wyrządził nam taką krzywdę. Siostra z moją mamą dotarły o 19, wezwały pomoc, nowi sąsiedzi robili awanturę, że wchodzimy na ich posesję, dziwnym trafem jego żona wiedziała, że nasza Puńcia tam się znajduje, ale ona też twierdzi, że nie słyszała kota! Ba a co najdziwniejsze drugi sąsiad, który mieszka dalej słyszał Punię od 17, ale myślał, że ją gdzieś zamknęliśmy. Niestety pomoc przyszła za późno, kiedy znajomy wchodził do studni Punia już się nie odzywała, udało się ją wyłowić, ale już jej serduszko nie biło... Mnie przy tej sytuacji nie było, ale przyjście do domu i słyszeć taką wieść aż nuż się kroił, żeby ten facet poczuł to samo co ona. Biedaczka wisiała na rurze w studni wołając o pomoc. Ja się pytam gdyby dziecko wpadło też by nie słyszeli?! Mieliśmy sąsiada, który miał problem do Kentucky'ego a teraz przyszli mordercy... I niech nikt mnie nie pyta co robił tam kot. Kot to nie pies, chodzi własnymi ścieżkami...
Bardzo mnie boli to, że zginęła w taki sposób... A w dodatku nie pożegnałam się z nią. Brakuje mi jej mruczenia, spania razem ze mną, tego proszenia o jedzenia plus pierwsze święta bez niej... Gdyby wytrzymała te aby 5 minut możliwe, że udało by się uratować. Mam nadzieję, że karma wróci do niego i będzie tak samo cierpieć jak ona...
A co mogę zaliczyć do miłych chwil?
Przede wszystkim wyjazd do Niemiec razem z Kentucky'm do rodziny. Były to miłe spędzone dni razem z rodziną, wieczory przeznaczone na granie w "uno" i pogaduszki z wujkiem do późnych godzin.
Pod koniec tego roku Kentucky w końcu miał zaszczyt poznać owieczki, które bardzo mu się spodobały tak samo jak mi a w dodatku robi to całkiem dobrze przez co poprawiła się nasza relacja a także moje serduszko cieszy się  gdy Kentuś spełnia się w tym do czego został stworzony. Również spróbowaliśmy naszych sił we flyballu. Kentucky świetnie sobie radzi jedynie mamy problem z boksem, bo merlasty twierdzi, że ten element jest bardzo nudny...
Motywacja poprawiła się i to mocno a w dodatku po kilku treningach flyballu zawitaliśmy na ostatnich zawodach treningowych agility we Flow. Otrzymaliśmy 2 miejsce a klasyfikacji łącznej całego sezonu 1 miejsce zdobywając pierwszy raz w życiu puchar! :)
Kentucky na tych zawodach był w pełni skupiony o dziwo nie robił swojego rytuału przed biegiem (czyt. siedzi i obraca się przy tym wąchając, był to znak, że jest zainteresowany zapachami). Jedynie szkoda, że Flow się rozpadł i aktualnie nie mamy gdzie trenować :( Znów problem to km...
 Kentucky bardzo się zmienił zarówno zbliża się do swoich 6 urodzin. Bardzo spoważniał a w dodatku z charakteru zrobił się dla mnie psem idealnym. Choć motywacja nie jest taka jaką chce to mimo, że Kentucky się stara i co raz bardziej idzie ku mojemu zadowoleniu to jego charakter jest ideałem. Jest bardzo spokojnym psem, który potrafi się sam sobą zająć, nagle zaczął wracać na moje zawołanie wśród innych psów a w dodatku po dzisiejszym dniu pokazał jaki jest świetny do szczeniaków... Ignoruje je i to bardzo, ale jak przekracza granicę upomina do tego stopnia aby dano mu święty spokój. Bardziej powinnam napisać o tym w poście urodzinowym, ale w tym roku a głównie pod koniec bardzo się zmienił a bardziej chyba ja, w końcu zaczęłam go doceniać jaki skarb mi się znalazł. Jedynie nie spodobało mi się jak na dog games miał zaczepkę z innym psem, ale ten problem na prawdę już jest prawie pod kontrolą :) 
 Zaczynamy wszystko od początku z frisbee co widzę ogromną poprawę. Merlasty jeszcze bardziej jest nakręcony na dyski a w dodatku skupienie w nowych miejscach nie jest już tak trudne jak dotąd było jedynie wszystko się okaże przy następnym prześwietleniu czy będziemy mogli kontynuować sporty. W marcu był prześwietlony gdzie zdjęcie w dodatku jest krzywe, po konsultacji mniej więcej wiem na czym stoję i wymagana jest wizyta i ponowne RTG, ale na ten czas nie mam pieniędzy, więc na wiosnę ponawiamy prześwietlenie plus badanie echa serca a także badanie krwi. Jak na razie frisbiacze robimy góra dwa razy w miesiącu gdzie jest kilka niskich bakchandów i dużo szarpania się jego nowym ulubionym dyskiem :3 
  Przede wszystkim mam nadzieję, że przyszły rok będzie świetny. Jeszcze przede mną egzaminy, matury, więc myślę pozytywnie, że wszystko pójdzie w dobrym kierunku tak samo gdy moje kolejne marzenie się spełni a moja mama w końcu to zaakceptuje (tak, tak, wiem, że czytasz :) ) i obym została przyjęta do tej pracy co chcę :) Zamierzam również wybrać się na seminaria a także obóz i tym bardziej chyba będzie więcej wyjazdów za granicę w pewnym celu no i myślę, że to wszystko :) 
 Życzymy wszystkim szczęśliwego nowego roku! :D

Pozdrawiamy: D&K :-)

9 komentarzy:

  1. Widzisz nie zawsze wszystko tak się układa jak byśmy chcieli, grunt to skupiać się na pozytywach. Życzę spełnienia wszystkich marzeń i planów w Nowym Roku. Przez trudy do gwiazd jak to się mówi ;*.

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko, naprawdę strasznie Ci współczuję tej sytuacji z kotką! Jakim człowiekiem trzeba być, aby takie coś zrobić... Brak słów. Wierzę, że karma wraca i ten "człowiek" pożałuje swojego czynu.
    Gratuluję wielu osiągnięć z psem! Dużo udało Wam się zrobić :D Oby w 2017 było tego jeszcze więcej!

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda kotki :c ale karma wraca, twój sąsiad kiedyś się o tym przekona.
    Powodzenia na maturze, czeka nas jeszcze pół roku nauki, a potem najdłuższe wakacje świata :D. Oby rok 2017 przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ludzie są po prostu okropni. Dla koteczki [*]

    OdpowiedzUsuń
  5. Współczuję kotki...ja w tym roku straciłam dwa kocurki,wiem co czujesz..Powodzenia w sportach i życzymy lepszego 2017 !!
    swiatmoichzwierzakow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo współczuje z powodu kotki, straszna historia ;( Oby ten rok był dla was o wiele lepszy. Dosiego roku ! ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. 2016 was nie oszczędzał.. Bardzo Ci współczuję z powodu kotki. W Nowym Roku życzę ci wszystkiego co najlepsze, by nieszczęścia omijały cię szerokim łukiem. No i powodzenia na maturze! :))
    Pozdrawiamy, Biscuit Life!

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiem co oznacza utrata ukochanego zwierzaka... Jednak mimo tych cięższych chwil znalazły się również te dobre, a pozytywne wydarzenia trzeba dostrzegać... Samych sukcesów w tym roku, i duuuużo szczęśliwych wydarzeń! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dlaczego tacy ludzie nie mają chociażby odrobiny empatii? Mój miesięczny kotek, którego odratowałam od sąsiadów z podwórka którzy go "nie słyszeli" zmarł po trzech dniach. Okropne uczucie, bezsensowna nadzieja czy nadal żyje.

    OdpowiedzUsuń